czwartek, 17 września 2015

Cisza w trakcie burzy czyli post tzw. post-tajfun

Jak większość z Was wie, niezbyt łaskawy dla Japonii okazał się początek września. Tajfun, powodzie, deszcze, duże zniszczenia zarówno te bardziej i mniej materialne. Moje samopoczucie również zostało poddane próbie- oprócz tego, że pogoda nie dopisywała, studentowi (jak to studentowi) zaczynał kurczyć się portfel. Ale jak to zwykle bywa, szczęśliwie pierwszy słoneczny dzień po deszczowych trzech tygodniach, okazał się być zbawienny również dla mojej kieszeni- otrzymałam pensję. Co należało zrobić z tak dobrze rozpoczętym weekendem (ten dzień, o którym wspomniałam to był piątek)? Oczywiście- trzeba było dobrze zjeść. Była pizza (taka japońska...), a z tych typowo japońskich dobroci- sushi, ramen, natto i sake. O sushi (hehe, może osushi ;)) i sake napiszę gdy tylko postaram się o jakieś ciekawe zdjęcia, a teraz przybliżę Wam tych dwoje: natto i ramen

Tak się wraca z pracy w piątek popołudniu, po burzy, po wichurze, po tajfunach i z perspektywą na przeżycie kolejnych dwóch miesięcy. 11.09.2015
Natto, krótko mówiąc, to sfermentowane nasiona soi (fermentacja zachodzi "pod okiem" bakterii Bacillus subtilis). Słowo klucz "fermentacja", nie zniechęciło mnie, wręcz przeciwnie- jak to prawdziwego Polaka- zachęciło. Dlatego zaryzykowałam i wbrew wielu opiniom typu: "natto blee! natto fuj!" spróbowałam specjału typowego dla kuchni wschodniej części Japonii. W miseczce, na ryżu leżały nasiona soi zmieszane z "czymś zielonym" (przepraszam za mój brak profesjonalizmu, ale zaznaczam- to "coś zielone" było bardzo smaczne). Same sfermentowane nasiona bardzo się kleją i mają (tutaj pozwolę sobie na eufemizm) niezbyt apetyczną postać. Ciężko się to je, bo się ciągnie, bo się klei. A jeśli chodzi o aromat- dla koneserów holenderskich i francuskich serów powinien być bardzo atrakcyjny, dla ludzi, których odpycha taki zapach- na starcie natto jest skreślone. W smaku, jak dla mnie przypominało fuzję topionego pleśniowego sera z drożdżami (jak dla mnie całkiem nieźle). Podsumowując- to nie był mój ostatni taki posiłek. Japończycy twierdzą, że zjedzenie natto z jajkiem, ryżem, jest bardzo pożywne i wystarcza na prawie cały dzień (uwaga, nadal nie czuję głodu, chociaż jadłam natto ponad 4 godziny temu). Cała potrawa łączy ze sobą: zalety błonnika pochodzącego z soi, małą ilość soli i znikomą zawartość cholesterolu (o ile on wogole tam jest) 
Natto
Ramen, ramen, ramen... Wiercili mi dziurę w brzuchu, oj, wiercili niektórzy: "nie jadłaś? ile już jesteś w Japonii? Jadłaś, nie jadłaś?". I moja ambicja nie wytrzymała. ラーメン (ramen) to zupa z reguły zimą, rozgrzewająca i pożywna. W zależności od przepisu ramen serwuje się z różnymi dodatkami, ale baza z reguły jest taka sama: makaron i rosół (wywar przyrządzony na wieprzowinie i kości wieprzowych). Sam ramen przywędrował do Japonii z Chin i różni się od typowych japońskich zup zawartością mięsa. W zależności od regionu podaje się różne wariacje "na temat" omawianej potrawy. Ja jadłam ramen mocno przyprawiony sosem sojowym, z pierożkami giouza. Tzw. "bum" na ramen w Japonii, nastąpił po zakończeniu II WŚ, a to dlatego, że importowano  ze Stanów Zjednoczoną dużą ilość taniej mąki pszennej, z której można było wyprodukować typowy dla potrawy makaron. Poza tym wielu Japończyków wracało do ojczyzny z Chin (po zakończonej wojnie chińsko-japońskiej), gdzie lamian (ramen to japońska nazwa chińskiego makaronu) był już dobrze znany. 


ラーメン (zdjęcie specjalnie dla wszystkich spragnionych mojego wizerunku na zdjęciach :) Karolino M....)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz