Już w sierpniu pisałam o "mlecznej" wyprawie na Mt Zao, która okazała się jedynie próbą mojej wyobraźni, bo jeziora, wulkanu ani gór nie było widać- nic a nic. Dlatego dziś, wręcz z desperacką chęcią, postanowiłam dołączyć do moich współlokatorek i wybrać się tam ponownie. Zerkając z nadzieją na prognozy pogody miałam w perspektywie piękne widoki- błękitne niebo, masywy górskie i jezioro Okama. A po raz kolejny przekonałam się jak życie potrafi nas zaskakiwać- nawet (a może przede wszystkim) w tak banalnych momentach. Dlatego chciałabym skupić się dziś na przekazie wizualnym... Pragnę zaznaczyć, że na Mt Zao nie mogłyśmy zostać dłużej niż 1,5h ze względu na ograniczoną dostępność transportu publicznego.
 |
| 1. Zapowiadało się całkiem interesująco |
 |
| 2. Robiło się coraz ciekawiej.... |
 |
| 3. Chciałam płakać, wyć, turlać się i uderzać pięściami o grunt i wygryzać wulkaniczną glebę! Drugi raz, naprawdę? Znowu mgła? Znowu "droga mleczna"? |
 |
| 4. Podniosłam oczy ku niebu i powierzyłam wszystko Górze |
 |
| 5. A Góra odpowiedziała silnym wiatrem i słońcem |
 |
| 6. Powoli Zao odkrywało przede mną swoje tajemnicze, owite w gęstą i mleczną mgłę i chmury oblicze |
 |
| 7. Tutaj zauważyłam, że za chwilę bateria w aparacie się wyczerpie i robiłam zdjęcia na oślep, a jezioro Okama i jego turkus zaczynały mnie hipnotyzować |
 |
| 8. Bateria się wyczerpała, więc wyciągnęłam telefon; nie mogłam uwierzyć, że moje modlitwy zostały wysłuchane; wielka rzecz- Mt. Zao na horyzoncie, szkoda tylko że tak krótko (PS: "dwupak" skrajnych emocji przez 1,5h- tylko na Mt Zao vol.II) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz