sobota, 19 września 2015

Mt Zao vol.II- krótki fotoreportaż

Już w sierpniu pisałam o "mlecznej" wyprawie na Mt Zao, która okazała się jedynie próbą mojej wyobraźni, bo jeziora, wulkanu ani gór nie było widać- nic a nic. Dlatego dziś, wręcz z desperacką chęcią, postanowiłam dołączyć do moich współlokatorek i wybrać się tam ponownie. Zerkając z nadzieją na prognozy pogody miałam w perspektywie piękne widoki- błękitne niebo, masywy górskie i jezioro Okama. A po raz kolejny przekonałam się jak życie potrafi nas zaskakiwać- nawet (a może przede wszystkim) w tak banalnych momentach. Dlatego chciałabym skupić się dziś na przekazie wizualnym... Pragnę zaznaczyć, że na Mt Zao nie mogłyśmy zostać dłużej niż 1,5h ze względu na ograniczoną dostępność transportu publicznego.

1. Zapowiadało się całkiem interesująco
2. Robiło się coraz ciekawiej....
3. Chciałam płakać, wyć, turlać się i uderzać pięściami o grunt i wygryzać wulkaniczną glebę! Drugi raz, naprawdę? Znowu mgła? Znowu "droga mleczna"? 
4. Podniosłam oczy ku niebu i powierzyłam wszystko Górze
5. A Góra odpowiedziała silnym wiatrem i słońcem
6. Powoli Zao odkrywało przede mną swoje tajemnicze, owite w gęstą i mleczną mgłę i chmury oblicze
7. Tutaj zauważyłam, że za chwilę bateria w aparacie się wyczerpie i robiłam zdjęcia na oślep, a jezioro Okama i jego turkus zaczynały mnie hipnotyzować 
8. Bateria się wyczerpała, więc wyciągnęłam telefon; nie mogłam uwierzyć, że moje modlitwy zostały wysłuchane; wielka rzecz- Mt. Zao na horyzoncie, szkoda tylko że tak krótko (PS: "dwupak" skrajnych emocji przez 1,5h- tylko na Mt Zao vol.II)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz