Znowu w pracy, ale pracownikiem miesiąca nie zostanę z jednego prostego powodu- nie jestem stworzona do siedzenia 8 godzin przed komputerem. Przebieram nogami z myślą, że jutro będę przynajmniej trochę pracowała w laboratorium. Abstrahując od tego, w obliczu wszechogarniającej mnie nudy, postanowiłam naskrobać kilka słów o Japończykach.
Z moich (już trzy tygodniowych obserwacji) wynika, że gdy spytasz Japończyka o drogę w języku angielskim, możesz zauważyć kilka charakterystycznych zachowań (pozwoliłam sobie nadać im nazwy)
a) PRÓBOWACZ ACZ NIEUDACZ próbując mówić po angielsku wychodzi mniej więcej to: "hmmm...a....mmmm.....aaa....hai......kkk....kore.....hmmmm(...)ehhh...hai" (Japończyk kręci głową i delikatnie gestykuluje)
b) CICHACZ nie odpowiada nic, macha ręką i pokazuję żebyś szła za nim (notabene, miałam raz sytuację gdy dziewczyna wysiadła z autobusu na który czekała żeby zaprowadzić mnie na przystanek 30 m dalej)
c) NAWIJACZ nawija po Japońsku- bardzo szybko (tutaj muszę dodać, że po 2 minutach pokazuje ręką, żebym skręciła w prawo)
Myslę, że i tak jeszcze jakieś typy pominęłam. Mimo to, że angielski nie jest najmocniejszą stroną Japończyków są przemili. I nigdy nie odmówią Ci pomocy- będą próbować (jak wyżej) na różne sposoby, jakby nie zdając sobie sprawy, że ich rozmówca nic nie rozumie. Ostatnio usłyszałam krótką przestrogę: nie pytaj Japończyka o drogę, bo zaprowadzi Ci na miejsce, a przy okazji spóźni się do pracy i ją straci.
I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy wpis. Arigato gozaimasu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz