wtorek, 4 sierpnia 2015

Panie, kiedy fajrant?

W przerwie, siedząc w biurze już od 7 godzin w jednym miejscu, ziewając nad artykułami i próbując rozprostować nogi pod biurkiem, o które cały czas nimi uderzam, doszłam do wniosku, że nie zgodzę się na pracę w korporacji przy biurku. Nigdy (już nie mogę doczekać się laboratorium). Apropos, wczorajszego komentarza xiaowei: Japończycy przyjeżdżając do Polski doznają szoku nie tylko jeśli chodzi o akademiki, ale również praktyki. Bo z moich krótkich, ale intensywnych obserwacji, wynika, że tutaj 8 godzin pracy to minimum. Przerwa na lunch i tyle coby się przeciągnąć. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że to uniwersytet, na którym wiele studentów i naukowców zostaje po godzinach. Ale gdzie życie, gdzie radość? Jeden Japończyk, który był w Łodzi na praktykach, powiedział mi, że uwielbia nasz „zrelaksowany tryb życia”. Teraz już rozumiem co miał na myśli. Z kolei Chińczyk, był zdziwiony, że tyle rodzin w Łodzi wychodzi do parku, na spacery z dziećmi. I WSZYSCY, którzy mi wmawiali, że na uniwersytetach się nic nie robi, byli w błędzie... W sumie, mogłabym nic nie robić- zawsze można. Ale nie jestem pewna jak mogłoby to wyglądać w oczach moich pracodawców... Żeby nie było tylko negatywnie podsumuję: mam nadzieję, że wkrótce dostrzegę tutaj odrobinę „niezautomatyzowanego” szczęścia.

Na szczęście, w przyszłym tygodniu mają zadłużone „aż” tygodniowe wakacje, z których i ja skorzystam. Nie chciałam mówić o praktykach, ale kilka komentarzy jest niezbędne.

Mała zapowiedź: w przyszłych postach postaram się w końcu skupić na kulturze Japonii, a nie swoich grafomańskich wypocinach :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz